A zatem: herbata dalej zielona. I chociaż język może się zmienił - na trochę bardziej obiektowo zorientowany, odrobinę wyższego rzędu, ciut innej generacji - to jednak wciąż namiętności te same: zadziała, kiedyś na pewno zadziała.
Więc zasypiam późno, myśląc o wędrujących po grafie robotach, przyszłych posłańcach dobrej nowiny - że udało się, w końcu udało.
Czasem mi się śni, że trzyma mnie za rękę. I opowiada. Tak pięknie opowiada. A ja słucham, godzinami słucham go w tych snach. Więc i to bez zmian, jak zwykle. Dlaczego zatem nowe?
Bo odkrywane po raz kolejny tej kolejnej wiosny. I świeże, jak te listki czy pączki (jak bardzo by pisanie o pączkach nie było DEPRECIATED) tak właśnie zielone, niedojrzałe i świeże. I kwaśne trochę w tej niedojrzałości wiosennej.
Więc nowe, bo język nowy, bo herbata kupiona przed tygodniem, a i On znów twarz ma nową, młodszą tym razem dużo, ode mnie nawet młodszą.
I cóż, że niemal takie same te nałogi wiosenne - ważne by z pasją im się oddawać. Po raz kolejny i kolejny, na nowo.
12.4.09
Subskrybuj:
Posty (Atom)